.

MAGAZYN PANORAMA
352 Bergevin, Suite 6 
Lasalle, Qc
H8R 3M3 

E-mail: office@panoramanews.org

Tel. (514) 367-1224 
Tel. (514) 963-1080



 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Emigracyjne drogi - Kanada (cz. 28)

Joleczka - pierwsze miesiące w Kanadzie

W tym samym czasie, gdy dzieci adaptowały się do warunków codziennej szkoły, Joleczka pilnie uczyła się języka francuskiego. W tym celu uczęszczała na sponsorowany przez rząd, przeznaczony dla nowych imigrantów, 30-tygodniowy całodzienny program o nazwie COFI (Centre d’orientation et de formation des immigrants).

Program obejmował kursy języka francuskiego na różnych poziomach zaawansowania. Uczestnicy byli przydzielani do poszczególnych grup na podstawie testów wstępnych, ocenianych według określonego systemu punktowego. Większość imigrantów zaczynała od poziomu zerowego i uczyła się najbardziej podstawowego, praktycznego języka codziennego, tak aby po 30 tygodniach nauki móc sobie jakoś poradzić w nowej rzeczywistości.

Joleczka, po roku nauki francuskiego jeszcze na Politechnice, zakwalifikowała się najpierw do grupy średnio zaawansowanej. Już po kilku tygodniach jej instruktorka, widząc szybkie tempo, w jakim Joleczka przyswajała język, oraz jej zniecierpliwienie powolnymi postępami innych uczestników, pomogła jej przenieść się do grupy zaawansowanej. Tam uczono już nie tylko bardziej wyrafinowanego języka konwersacyjnego, ale także języka pisanego.

Dopiero tam Joleczka zaczęła się czuć dużo lepiej. Wśród uczestników COFI przeważali hispanofoni, ale byli również Europejczycy, Arabowie, Azjaci i Afrykańczycy, a więc cały wielokulturowy wachlarz. Niektórzy niechętnie chodzili na kurs. Znając już angielski, uważali naukę francuskiego za zbędne, narzucone obciążenie. Podejmowali każdą, choćby nisko płatną pracę, i szukali wymówek, aby od kursu się wymigać. Inni cenili sobie możliwość poznawania nie tylko języka i kultury quebeckiej, ale również innych kultur. Chętnie spędzali wspólnie przerwy, zawierali przyjaźnie, a nawet związki, tworząc niejako rozszerzoną rodzinę.

Joleczka znalazła się w 17-osobowej grupie, w której było wielu z łatwością przyswajających nowy język Latynosów, a także Rumunka, Arabka, Chinka i kilku Polaków. Grupa robiła szybkie postępy. Dla Joleczki niezwykłym i intensywnym przeżyciem było codzienne spotykanie się i pracowanie z ludźmi o tak różnych charakterach, poziomach wykształcenia oraz poglądach kulturowych, religijnych i politycznych. O każdej z tych postaci można by opowiedzieć ciekawą historię.

Jedna ze studentek, Alicja z Argentyny, musiała razem z rodziną wyemigrować ze swojego kraju, ponieważ z powodu przekonań politycznych zrobiło się tam dla nich niebezpiecznie. Alicja była zagorzałą komunistką, a jej gorącym pragnieniem było osiedlenie się w ZSRR, który uwielbiała jako kolebkę komunizmu. Wystąpiła o azyl w Związku Radzieckim, ale ku jej głębokiemu rozczarowaniu spotkała się z odmową. Kiedy przesiadywała z Joleczką przy kawie, głośno wyrażała swoją niechęć do kapitalizmu, nie zdając sobie nawet sprawy, że w radzieckim komunizmie nie miałaby swobody takiego wyrażania opinii. Skarżyła się na niesprawiedliwość losu, jaka ją spotkała. Gotowa była do wszelkich poświęceń, aby tylko zamieszkać w ZSRR, ale napotykała trudności w uzyskaniu pozwolenia na imigrację do tak uwielbianego przez siebie kraju.

Joleczka roześmiała się i powiedziała:

- Ty nawet nie wiesz, jakie błogosławieństwo cię spotkało.

Joleczce, która ledwie zdążyła odetchnąć od stosunkowo łagodnej jeszcze formy "komunistycznego raju" w Polsce, nie mieściło się w głowie, jak ktoś może być tak bardzo oderwany od rzeczywistości.

Inną dziewczyną, z którą Joleczka się zaprzyjaźniła, była Arabka z Libanu. Stale powtarzała, że chce wrócić do swojej ojczyzny i nie zamierza pozostawać w Kanadzie. Inni oburzali się:

- Jak to? Przecież w Libanie kobiety nie mają żadnych swobód ani praw, żyją w poniżeniu. Jak mogłabyś to znosić teraz, kiedy widzisz, jak kobiety żyją tutaj, mając pełne równouprawnienie, prawo do pracy i nauki?

-To bzdury - odpowiadała Libanka. - Tutaj kobieta jest pozostawiona sama sobie, zdana na łaskę losu. Tam dziewczyna zawsze znajduje się pod czyjąś opieką. Najpierw opiekują się nią rodzice, później mąż, a jeśli mąż zaginie lub umrze, musi się nią zaopiekować jego brat albo rodzina. I tak wygląda to w całej rodzinie. Kobieta nigdy nie jest porzucona ani pozostawiona sama sobie.

Tu przypomniałem sobie opowieść Rabindranatha Tagore’a o tym, jak bardzo rola i sytuacja kobiety są niewłaściwie rozumiane w Ameryce. On sam z miłością wyrażał się o szczególnym miejscu kobiety w życiu osobistym, rodzinnym i społecznym Indii.

Libanka, obdarzona pięknymi arabskimi rysami, w najmniejszym stopniu nie była zahukana ani wycofana. Była rzutka, inteligentna, bystra i pewna siebie. Poznała teraz ten świat, znała już tamten i zdecydowała, że jednak chce wrócić. I to bardzo.

W grupie Joleczki była także bardzo miła Chinka, która trzymała się raczej na uboczu. Było również dwóch Polaków. Musieli należeć w Polsce do wysokiej klasy akrobatów. Jeden z nich podrzucał drugiego, który wykonywał salta - była to akrobacja w parze. Występowali nawet w montrealskim cyrku.

Później poznali dziewczynę, również Polkę i akrobatkę, która specjalizowała się w podrzucaniu partnera. Mniejszy i szczuplejszy z Polaków, dotychczas podrzucany przez swojego kolegę, połączył się w parę właśnie z nią. On był maleńki, lekki i szczupły, ona zaś mocarna i przy kości. Zaczęli występować razem, ale coś im nie wychodziło i nie zdobyli popularności. Być może dlatego, że to właśnie dziewczyna podrzucała chłopaka. Wydaje się, że za normalne i powszechnie przyjęte uważa się, gdy chłopak podrzuca chłopaka albo dziewczynę, a może nawet gdy dziewczyna podrzuca dziewczynę. Jakoś jednak nie przyjęło się, żeby to dziewczyna podrzucała chłopaka... Kto to wie.

Drugi Polak akrobata został bez partnera i jego cyrkowa kariera dobiegła końca. Wkrótce związał się z dziewczyną z COFI. Mieli razem dziecko, ale im również coś się nie układało i później się rozeszli.

Joleczka dobrze wspomina tę grupę. Nie była to wyłącznie nauka języka, lecz także szkoła życia w Kanadzie. Uczestnicy chodzili do teatrów i na przedstawienia operowe, dyskutowali o kulturze, ale również o sprawach praktycznych, takich jak system podatkowy, płacenie rachunków, wynajmowanie mieszkania, a nawet korzystanie z faksu czy telefonu.

No dobrze, ale co dalej...
 

Jan Duniewicz - magister inżynier, doradca międzynarodowy w biznesie, przywództwie i transformacji osobistej.
 

POPRZEDNIE CZĘŚCI


PANORAMA - NIEZALEŻNY MAGAZYN POLONII KANADYJSKIEJ
Tel: (514) 367-1224, E-mail: office@panoramanews.org
Designed and maintained by Arkona Web Services
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
ZALOGUJ SIĘ