.

MAGAZYN PANORAMA
352 Bergevin, Suite 6 
Lasalle, Qc
H8R 3M3 

E-mail: office@panoramanews.org

Tel. (514) 367-1224 
Tel. (514) 963-1080



 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Mój dom ma cztery łapy

Bono jest z nami od dziesięciu lat.

Kiedy to piszę, leży gdzieś obok. Tak jak leżał obok przez tysiące zupełnie zwyczajnych dni,
których wtedy nie uważałam za szczególnie ważne. Dopiero z perspektywy czasu widzę, że
właśnie z nich składa się wspólne życie.

Bono ma prawie jedenaście lat. Jest to rudo-biały kundel, adoptowany z bydgoskiego schroniska.

Kiedy do nas trafił, miał około roku. Dzisiaj ma siwą mordkę, mniej energii, dużo mniej zębów i
coraz więcej czasu przeznacza na to, co zawsze wychodziło mu doskonale, na spanie. 
Starzejemy się razem.

Niedawno zobaczyłam to bardzo wyraźnie.

Zestawiłam ze sobą dwa jego zdjęcia. Dzieli je dziesięć lat. Na pierwszym młody, rudy pies. Na
drugim – siwy pan.

Niby wiedziałam, że się zmienił. Przecież widzę go codziennie. A jednak dopiero te dwa zdjęcia
położone obok siebie pokazały mi upływ czasu.

I wtedy pomyślałam, że gdybym zrobiła dokładnie to samo ze swoimi zdjęciami, zobaczyłabym
przecież podobną historię.

Ja też jestem dziesięć lat starsza. Inna.

Tyle rzeczy wydarzyło się pomiędzy tymi dwoma zdjęciami Bono.

Dzieci dorosły. Zmienialiśmy adresy. Podejmowaliśmy ważne decyzje. Pakowaliśmy walizki.

Wyjechaliśmy z Polski. Zaczęliśmy życie w Kanadzie.

Były dobre momenty i były takie, których nikt nie planował. Zmieniało się życie. Bono od lat
przewija się też przez mój Instagram @franczeska2017.

Przez lata wrzucałam jego zdjęcia, zabawne historie, pojedyncze zdania. Czasami coś bardziej
refleksyjnego, czasami zupełną codzienność.

Kiedy zaczęłam przygotowywać odcinek podcastu "Dom, który noszę" poświęcony właśnie jemu,
wróciłam do tych starych wpisów. I przepadłam.

Przeglądałam zdjęcie za zdjęciem i przypominałam sobie rzeczy, o których już dawno
zapomniałam. Niektóre mnie rozśmieszały. Przy innych zatrzymywałam się na dłużej.

I wtedy uświadomiłam sobie, że zupełnie nieświadomie stworzyłam tam coś w rodzaju pamiętnika
naszej rodziny z Bono.

Bo pies, który jest z nami przez dziesięć lat, siłą rzeczy staje się świadkiem naszego życia. Jest
przy zwyczajnych porankach, świętach, chorobach, wyjazdach, powrotach. Widzi, jak dzieci
dorastają. Przeprowadza się razem z nami.

Kiedy dziesięć lat temu jechaliśmy po Bono do schroniska w Bydgoszczy, nie miałam pojęcia, ile
wydarzeń przeżyje razem z nami.

Nie wiedziałam, że pewnego dnia zostanie emigrantem.

Kiedy zdecydowaliśmy się na Kanadę, jedno było dla nas oczywiste: Bono leci z nami. Nie
pamiętam nawet, żebyśmy rozważali inną możliwość.

Dziewięć godzin w transporterze, w luku bagażowym samolotu. Bez nas. Dla psa, który ma swoje
lęki, musiało to być ogromne przeżycie. Dał radę.

Kiedyś napisałam o tej podróży z jego perspektywy: „Nieważne gdzie, byle z nimi”.
Przez dziesięć lat po prostu idzie z nami. Przez przeprowadzki, zmiany, wyjazd z Polski i nowe
życie w Kanadzie.

Bono ma swoje lęki, charakter, przyzwyczajenia i całą kolekcję dziwactw. Nie jest psem idealnym.

Jest naszym Bono. I właśnie takim go kochamy.

Przez te dziesięć lat poznaliśmy go naprawdę dobrze, choć wciąż są rzeczy, których o nim nie
wiemy. Nie wiemy, co wydarzyło się w pierwszym roku jego życia ani skąd wzięły się niektóre jego lęki. Za to doskonale wiemy, co go cieszy, czego nie lubi i czym potrafi nas rozśmieszyć.

Czasami nazywam go mistrzem zen, bo Bono ma niezwykłą umiejętność życia tu i teraz. I chyba
właśnie tego najbardziej mogłabym się od niego nauczyć.

Pewien nasz znajomy powiedział kiedyś: "Bono is the most human dog ever". To zdanie zostało ze mną do dziś.

Nie będę tutaj zdradzała wszystkich tych historii. Część z nich zostawiłam w odcinku podcastu
poświęconym Bono.

Najważniejsze jest chyba coś znacznie prostszego.

Kiedy ktoś wyjeżdża, Bono tęskni. Kiedy ktoś choruje, potrafi po prostu leżeć obok. Kiedy wracamy do domu, cieszy się zawsze, niezależnie od tego, czy nie było nas osiem godzin, godzinę czy piętnaście minut.

To są bardzo proste rzeczy. Może właśnie dlatego łatwo przestać je zauważać.
Pies po prostu jest. Jest przy dobrych dniach i tych, które chcielibyśmy jak najszybciej zapomnieć.

Jeśli ktoś po przeczytaniu tego tekstu będzie chciał poznać Bono trochę lepiej, więcej jego historii opowiedziałam w jednym z odcinków "Domu, który noszę". A jeśli chcecie go zobaczyć, zajrzyjcie na mój Instagram, jest go tam naprawdę dużo.

Młody Bono. Starszy Bono. Bono w Polsce. Bono w Kanadzie. I mnóstwo zwyczajnych chwil
pomiędzy.

Dzisiaj te zdjęcia mają dla mnie zupełnie inną wartość niż wtedy, kiedy je robiłam.

Bo przypominają mi, że życie nie składa się wyłącznie z wielkich wydarzeń.

Składa się przede wszystkim z cudnych, zwykłych dni, ze spaceru z psem. Z jego czekania przy
drzwiach. Z tego, że leży obok, kiedy oglądasz film. Z sierści, którą kolejny raz zbierasz z kanapy.

Z obecności, którą zaczynasz uważać za oczywistą.

Kiedyś napisałam o Bono, że zwiększył pojemność naszych serc.
Bardzo lubię to zdanie.

Bo kiedy bierzesz psa ze schroniska, wydaje ci się, że to przede wszystkim ty coś mu dajesz.

Dom. Bezpieczeństwo. Opiekę.

A po latach orientujesz się, ile sam od niego dostałeś.

I może dlatego dzisiaj coraz lepiej rozumiem, że dom nie zawsze jest adresem.
Mój czasami leży obok mnie.

Ma siwą mordkę i cztery łapy.

A ja mam skundlone serce.
 
 
..... Magdalena Skoczylas - nauczycielka, felietonistka oraz autorka podcastu "Dom, który noszę",
dostępnego na YouTube i Spotify oraz na stronie internetowej "Panoramy".

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

 


PANORAMA - NIEZALEŻNY MAGAZYN POLONII KANADYJSKIEJ
Tel: (514) 367-1224, E-mail: office@panoramanews.org
Designed and maintained by Arkona Web Services
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
ZALOGUJ SIĘ