.

MAGAZYN PANORAMA
352 Bergevin, Suite 6 
Lasalle, Qc
H8R 3M3 

E-mail: office@panoramanews.org

Tel. (514) 367-1224 
Tel. (514) 963-1080



 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Cło na dym

Donald Trump znalazł kolejny kanadyjski produkt eksportowy, którego Amerykanie stanowczo sobie nie życzą. Tym razem nie chodzi o drewno, stal, samochody, energię ani syrop klonowy. Chodzi o dym.

Dym z kanadyjskich pożarów przekroczył granicę bez paszportu, bez wizy i - co najgorsze - bez uiszczenia opłaty celnej. Rozgościł się nad Detroit, Chicago i Waszyngtonem, pogorszył jakość powietrza i zirytował prezydenta Stanów Zjednoczonych. A kiedy Donald Trump się irytuje, na horyzoncie niemal natychmiast pojawiają się cła.

Prezydent oskarżył Kanadę o niewłaściwe zarządzanie lasami i zapowiedział, że straty powodowane przez "brudne, zanieczyszczone i niezdrowe powietrze" mogą zostać doliczone do ceł nakładanych na kanadyjskie towary. Ambasador USA w Kanadzie Pete Hoekstra ostrzegł, że słów prezydenta nie należy lekceważyć.

Nie wiadomo tylko, jak takie cło miałoby wyglądać. Czy jego wysokość będzie zależała od gęstości dymu? Kierunku wiatru? Liczby kaszlących mieszkańców Chicago? A może na granicy pojawią się specjalne urządzenia mierzące, ile kanadyjskiego powietrza przedostało się na terytorium Stanów Zjednoczonych?

Problem jest oczywiście poważny. Dym z pożarów zagraża zdrowiu, ogranicza działalność przedsiębiorstw, szkodzi turystyce i utrudnia pracę na zewnątrz. W dodatku sytuacja powtarza się coraz częściej. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że grożenie cłami żywiołowi przypomina wypowiedzenie wojny chmurom za to, że przyniosły deszcz w niewłaściwe miejsce.

Warto przy tym przypomnieć, że kiedy w styczniu ubiegłego roku płonęły tysiące domów w Pacific Palisades, Altadenie i innych dzielnicach Los Angeles, kanadyjscy strażacy znaleźli się na pierwszej linii walki z ogniem. Kanada wysłała do Kalifornii ludzi, samoloty gaśnicze i specjalistycz- ny sprzęt. Nikt w Ottawie nie zastanawiał się wówczas, czy za wodę zrzuconą na amerykańskie domy należy wystawić rachunek ani obłożyć cłem dym unoszący się nad Kanadą. Sąsiadom po prostu się pomagało.

Grupa republikańskich kongresmenów zażądała od premiera Marka Carneya skuteczniejszych działań. Pojawił się także pomysł wezwania kanadyjskich urzędników przed komisje Kongresu, aby wyjaśnili Amerykanom, dlaczego gaszenie ogromnych pożarów w trudno dostępnych regionach Kanady nie jest tak proste jak zgaszenie grilla w ogródku.

Na tym jednak nie koniec. Ambasador Hoekstra zasugerował nawet, że jeśli dym zagrozi zawodnikom i kibicom podczas finału piłkarskich mistrzostw świata w New Jersey, Trump może zaapelować o przełożenie meczu. Ostatecznie finał się odbył, Hiszpania wygrała, a kanadyjski dym nie zdołał odebrać jej mistrzowskiego tytułu. Nie otrzymał też czerwonej kartki od FIFA -choć niewiele brakowało, aby jako pierwsze zjawisko atmosferyczne w historii dostał jednocześnie cło, wezwanie przed Kongres i zakaz wstępu na stadion.

W całej tej politycznej burzy ginie sprawa najważniejsza. Coraz dłuższe i gwałtowniejsze sezony pożarowe nie są wyłącznie kanadyjskim problemem. Ogień nie sprawdza obywatelstwa drzew, a dym nie zatrzymuje się przed szlabanem granicznym. Zmiany klimatu także nie uznają granic, choć administracja Trumpa wyraźnie wolałaby o tym nie pamiętać.

Można oczywiście nałożyć kolejne cła. Tyle że nie zapłaci ich dym ani płonący las. Zapłacą przedsiębiorcy i konsumenci - również amerykańscy. Wiatr nadal będzie wiał tam, gdzie zechce, i raczej nie przejmie się ani wynikiem meczu, ani groźbami prezydenta Stanów Zjednoczonych. Hiszpania została mistrzem świata, a Trump - niczym Don Kichot - może dalej walczyć z wiatrakami, tyle że tym razem zamiast kopii używa ceł.
 

Karol Wilk - komentator polityczny 
 
 
 
 

 


PANORAMA - NIEZALEŻNY MAGAZYN POLONII KANADYJSKIEJ
Tel: (514) 367-1224, E-mail: office@panoramanews.org
Designed and maintained by Arkona Web Services
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
ZALOGUJ SIĘ