| Igraszki pamięci
Jako ludzie poważni, doświadczeni,
co z niejednego pieca chleb jedli, z pełnym podstawowym wykształceniem,
myślimy, że wszystko już widzieliśmy, słyszeliśmy, przeżyliśmy. Tymczasem
wciąż jesteśmy jak owa Marysia, która "Za chlebem" pojechała do Hameryki.
- Maryś, widzisz?
- Widzę.
- A dziwujesz się?
- Dziwuję.
Życie i rzeczywistość wciąż nas zaskakują,
powodując, że kręcimy głową z niedowierzaniem i wybałuszamy oczy jak ta
babcia, co dzieci nie miała, a tu wnuczek dzwoni...
Rok 2025 nareszcie rozpłynął się
w smudze czasu i bardzo dobrze - ja po nim płakać nie będę, bo wredny był,
dziadyga jeden. I do tego sam się zmył, a nas zostawił na łasce dwóch innych
wrednych, złośliwych i upierdliwych starców, którzy już ostrzą sobie pazury,
żeby nam zrobić na przekór: jeden krajowy, polski, a drugi zagraniczny,
amerykański, toute proportion gardée.
Zauważyli Państwo, że nie wspomniałam
o kłach, które zazwyczaj idą w parze z pazurami? W przypadku obu starszych
panów jest to raczej wspomnienie dawnej świetności...
Rok był paskudny. Mimo to cofnijmy
się jeszcze do paru wydarzeń - nie dlatego, że były wstrząsające czy pocieszające,
ale dlatego, że przyciągnęły naszą uwagę.
Stany Zjednoczone podrzuciły Polsce
nowego ambasadora - Thomasa Rose'a, który jest ortodoksyjnym Żydem i równie
ortodoksyjnym syjonistą. Mimo to wygłosił tezę, że Polska nie była sprawcą
Holokaustu, lecz jego ofiarą. Już chcieliśmy się zachwycić jego poszanowaniem
dla naszego kraju - niestety zaraz potem, w wywiadzie dla TVN, huknął jak
cepem:
"Prawdopodobnie będę miał najłatwiejszą
pracę z całego amerykańskiego korpusu dyplomatycznego. Polska tak naprawdę
może być traktowana w Stanach Zjednoczonych jak 52. stan. Po Kanadzie,
oczywiście".
A żebyś ty, pypcia, na języku dostał
- ty i twoi polityczni mocodawcy! Dla wielbicieli Ameryki, ślizgających
się na wazelinie, otworzyły się wrota do raju, ale ci ostrożniejsi pamiętają,
że już mieliśmy takich "opiekunów", co na 123 lata zaprosili nas do swojej
państwowości.
A dla Kanadyjczyków polskiego pochodzenia
była to obraza połączona z obelgą - jak mawiał Sam Weller w Klubie Pickwicka.
Kanada to nie Meksyk i w razie czego sama płot postawi.
A swoją drogą - cóż za ironia losu:
Zorro tyle szpad nałamał i peleryn zniszczył, żeby potem z góry obserwować,
jak jego rodacy tłumnie wdzierają się do znienawidzonego wcześniej sąsiada
Znajomi jechali na cruise i wielu
ostrzegało ich, żeby wstrzymali się od jakichkolwiek komentarzy na temat
relacji kanadyjsko-amerykańskich. Kiedy zaokrętowali się na Florydzie,
urzędnik przywitał ich serdecznie, wykrzykując radośnie: "Witamy 51. stan!"
Niby nie wyglądało to na próbę obrażenia
Klonowego Liścia, raczej na formę kordialnego, protekcjonalnego poklepania
po ramieniu, ale nasi wycieczkowicze musieli zacisnąć zęby i policzyć do
dziesięciu, żeby nie strzelić Jankesowi fangi w nos.
I kolejne zdziwienie: demokratyczne
wybory na burmistrza Nowego Jorku wygrał urodzony w Ugandzie stanowy kongresmen
Zohran Kwame Mamdani, który nie tylko jest muzułmaninem, ale ma także krytyczny
stosunek do miliarderów.
"Mamdani to w 100% komunistyczny
szaleniec!" - krzyknął prezydent Trump. - "Wygląda okropnie, jego głos
jest zgrzytliwy i nie jest zbyt inteligentny".
I tu nie od rzeczy będzie wspomnieć,
że Mamdani jest szczupłym, przystojnym, ciemnowłosym 33-latkiem, bez nadwagi,
sztucznej opalenizny i pomarańczowego tupeciku na głowie, skąd przeszczepionego
- nie chcemy się nawet domyślać.
Z krajowych nowinek: Polska ma nowego
prezydenta. Może nie wszyscy Państwo to zauważyli, bo jakościowo jest on
odpowiednikiem poprzedniego organu władzy. Fakt ten jednak odnotowali Waldemar
Sierakowski i Wojciech Sadurski:
"Zwycięstwo Nawrockiego zwiastuje
narodziny nowej prawicy, charakteryzującej się radykalnym populizmem konserwatywnym,
który łączy martyrologicznie rozumiany patriotyzm z antyelitarną retoryką
i autorytarnymi impulsami".
Jestem przekonana, że sam Batyr,
ostatecznie też człowiek pióra, przeczytał ten tekst parokrotnie i dalej
nie wie, co właściwie zwiastuje jego zwycięstwo.
Ze stanowiskiem rozstał się szef
Komendy Głównej Policji Jarosław Szymczyk. Służby ukraińskie podarowały
mu granatnik, który został przemycony do Polski jako głośnik.
Szymczyk pierwszy raz w życiu takie
cudo zobaczył, zaczął przy nim majstrować, kombinować, rozbroił wreszcie
pięć zabezpieczeń i nacisnął to, co wystawało. A że granatnik nastawiony
był na tryb rażąco-odłamkowy - usunął sufit z pomieszczenia. Tak to jest:
jak się widzi czerwony guzik, trzeba go nacisnąć, wiadomo.
Ja wciągnęłam się w obserwację tego
ewenementu z innego, prozaicznego powodu. Otóż na pierwszej konferencji
prasowej złośliwi kamerzyści (bo na przypadek mi to nie wyglądało) tak
ustawili swoje precyzyjne oprzyrządowanie, że głowa rzecznika prasowego
zasłaniała pierwszą sylabę i telewidzowie mogli podziwiać potężny niebieski
napis:
"...menda główna".
Z zainteresowaniem oczekiwałam więc
dalszych rozrywek.
Z umiarkowanym zdziwieniem przyjęliśmy
natomiast informację, że w Pruszkowie złodzieje (lub kolekcjonerzy!) dokonali
spektakularnego skoku. Ich łupem padł ważący 36,5 tony czołg T-55, który
zniknął z ulicy Pojazdowej i dotychczas nie został odnaleziony. Ale nie
takie rzeczy w Pruszkowie się działy! Pruszków był nam bliski jako miasto
powiatowe. Bywało się tam często, bo był siedzibą różnych ważnych i pożytecznych
instytucji - sądu, szpitala, komendy policji, izby skarbowej czy izby wytrzeźwień.
Życie społeczne i gospodarcze urozmaicała
pruszkowska grupa towarzyska z takimi tuzami jak Pershing, Masa czy Kiełbasa
(nazwiska i postacie z tamtych lat funkcjonują dziś głównie jako element
lokalnego folkloru). Z tym ostatnim Jacunio w piaskownicy dżdżownice patykiem
ganiał - można więc powiedzieć, że się kolegowali, a nawet że w latach
późniejszych otrzymał propozycję pracy.
- Po co ci ta Kanada? - mówił Wojtek.
- Poprowadzisz dla nas restaurację (czytaj: pralnię pieniędzy) i będziesz
miał tutaj Kanadę.
Niestety wkrótce w Dzienniku Telewizyjnym
zobaczyliśmy Wojtka leżącego bez życia na pruszkowskiej ulicy - i tak Jacunio
gangsterem nie został.
A czołg pewnie się kiedyś znajdzie.
Albo i nie.
- Pani Marysiu, czy dała pani ogłoszenie,
że szukamy stróża nocnego?
- Dałam.
- Z jakim skutkiem?
- W nocy obrobili nam magazyn.
Rejestr ubiegłorocznych niezapomnianych
wydarzeń zakończy niepowtarzalny Marek Suski, który wyszedł z posiedzenia
sejmowej Komisji Kultury, żegnając jej członków słowami: "Do widzenia,
debile!"
Mnie już nic nie jest w stanie zadziwić
- od czasu, kiedy spodziewał się Nobla dla Marii Dąbrowskiej, nie pomyślawszy
logicznie, że Dąbrowskiej Nobel musiałby wręczyć nagrodę osobiście.
Danuta Owczarz-Kowal -
filolog orientalny, prawnik, felietonista
|