.

MAGAZYN PANORAMA
352 Bergevin, Suite 6 
Lasalle, Qc
H8R 3M3 

E-mail: kontakt@panoramanews.org

Tel. (514) 367-1224 
Tel. (514) 963-1080



 
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Mission: Impossible. Ostateczne rozliczenie.

Zgodnie z zapowiedziami sprzed kilku lat, Tom Cruise powrócił w ostatnim odcinku serii "Mission: Impossible", noszącym podtytuł "The Final Reckoning". Ostatni nie tylko dlatego, że najnowszy, ale też jest to faktycznie ostatni rozdział trwających już trzydzieści lat przygód agenta do spraw niemożliwych, Ethana Hunta. Ostatni, oczywiście, na dziś.

Dla przypomnienia; w poprzedniej części ("Dead Reckoning") Hunt ze swoim zespołem musiał zmierzyć się z najpotężniejszym wrogiem, z jakim dotychczas przyszło mu walczyć -ze sztuczną inteligencją. Dla uproszczenia i usprawnienia nazwano ją Entity. Klucz źródłowy do powstrzymania nieograniczonej mocy znajduje się na pokładzie rosyjskiej łodzi podwodnej "Sewastopol". Okręt jednak spoczywa martwy w głębinach Morza Północnego, ponieważ Entity postarało się, aby nikt nie miał do niego dostępu. Człowiekiem, którego wirtualny twór wybrał sobie na wykonawcę jego woli jest niejaki Gabriel (w tej roli Esai Morales). Zapewne do legendy kinematografii przejdzie nie tylko scena skoku Hunta w przepaść na motocyklu, o której mówiło się jeszcze przed projekcją filmu, ale również kulminacyjna scena potyczki między Huntem, a Gabrielem w Orient Expressie, pędzącym bez hamulców przez urzekające Alpy szwajcarskie. Tak, lokomotywa i wagony naprawdę spadają w kilkudziesięciometrową przepaść, podobnie jak Tom Cruise naprawdę skacze wraz z motocyklem z urwiska, choć zostało to nieco w postprodukcji upiększone. Na Youtube można zobaczyć, jak wyglądało kręcenie tych ujęć. 

W każdym razie Gabriel niestety ciągle ma się dobrze, a przed Ethanem Huntem stoi jeszcze bardziej karkołomne zadanie niż w pierwszej połówce. Wie już do czego służy klucz, jaki zdobył dwa lata temu. Teraz musi dostać się do wraku "Sewastopola" i zabrać kostkę ze swoistym "kodem DNA" Entity. A superinteligentny wirtualny organizm panoszy się coraz bardziej. Demonstracyjnie, na oczach pani prezydent USA, uruchamia kolejne procedury przygotowań do zagłady nuklearnej. A to na Środkowym Wschodzie, a to w Ameryce Południowej... 

"Final Reckoning" charakteryzuje się może mniej rozwiniętą fabułą i intrygą, niż pierwsza połowa sprzed dwóch lat. Jednak nie należy zapominać, że to jest jedna historia, podzielona na dwa filmy. Główne wątki zostały wyjaśnione właśnie przed dwoma laty. Teraz pozostaje głównie akcja. Do zespołu Ethana Hunta dołącza paru jego wrogów z pierwszej części i razem wyruszają na poszukiwania wraku łodzi. Do tego (żeby szalenie trudna misja nie okazała się jednak zbyt łatwa) Hunt, jak to przeważnie bywa, ścigany jest przez swoich zwierzchników, z których nie wszyscy darzą go zaufaniem. W najnowszym "M:I" bohaterowie może nie odwiedzą ekskluzywnych europejskich klubów nocnych, nie zdemolują kilkunastu eleganckich limuzyn, ale za to przejadą się psim zaprzęgiem w kole podbiegunowym, powycierają nieco pajęczyn w jaskiniach południowej Afryki, a także zaliczą (Hunt) krótką podróż lotniskowcem "USS George H. W. Bush", nie mówiąc oczywiście o "leczniczej" kąpieli w lodowatym morzu. Ciekawostką jest, że zapierającą dech w piersiach sekwencję z próbą dostania się do "Sewastopola" kręcono w wodnym studio filmowym Lites Studios w Brukseli. Ekipa Toma Cruisa niemal minęła się w drzwiach z zespołem Jana Holoubka, który chwilę wcześniej zakończył tam zdjęcia do intrygującego serialu "Heweliusz".

Oprócz nurkowania Tom Cruise postanowił też trochę polatać. Nie będzie to spoilerowaniem z mojej strony, gdyż scenę tę ukazuje choćby kinowy afisz. Zarówno on, jak i Esai Morales, grający Gabriela, naprawdę zostali zabrani w podniebną podróż zabytkowym dwupłatowcem, gdzie stoczyli kolejną walkę. Samolot był oczywiście w rękach doświadczonego pilota, którego później - znów w postprodukcji - wymazano, niczym gumką. W ogóle liczący sobie 62 lata Cruise w całej serii uprawiał już wspinaczkę w Wielkim Kanionie, chwycił się startującego samolotu, wchodził na najwyższy budynek świata, Wieżę Chalify, a o jego skokach spadochronowych można napisać książkę. Wszystko dla jak najlepszego wrażenia ekranowego, a także ku spełnieniu marzeń. Nic dziwnego, że są ludzie, którzy twierdzą, że powodem rezygnacji z usług kaskaderów jest wyrachowanie. Takie poświęcenie może nie mieścić się w głowie. 

Po ostatniej części można pokusić się o pewne podsumowania. Seria "Mission:Impossible" od zawsze przypominała mi sagę o Jamesie Bondzie, przede wszystkim ze względu na głównych bohaterów. Nie uda się zatem uniknąć porównań: który lepszy? Moim zdaniem filmy z Cruisem dają więcej rozrywki w postaci akcji, natomiast seria o legendarnym agencie 007 wymaga nieco więcej skupienia, a poszczególne odcinki są lepiej rozbudowane fabularnie. Mimo podobieństw, tylko jedną cechę mają wspólną: obie serie właśnie dobiegły końca, a przynajmniej tak głoszą ich producenci. O ile przygody brytyjskiego agenta ostatnio straciły dużo na polocie i lekkości, o tyle wykonywania niemożliwych misji przez Ethana Hunta będzie brakować. Do czasu, aż ktoś znów sobie przypomni o tej luce, którą opłacałoby się wypełnić.

Tymczasem polecam i życzę oszałamiających wrażeń.
 

Marcin Śmigielski

Marcin Śmigielski – felietonista, krytyk filmowy 
Fot.: materiały prasowe
 
 
 
 
 

 


PANORAMA - NIEZALEŻNY MAGAZYN POLONII KANADYJSKIEJ
Tel: (514) 367-1224, E-mail: kontakt@panoramanews.org
Designed and maintained by Andrzej Leszczewicz
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
ZALOGUJ SIĘ