Kanada pachnąca przygodą
Odkąd przybyliśmy
do Kanady w 1989 roku marzyliśmy o tym, żeby podróżować po tym wielkim
kraju, najlepiej kamperem lub z przyczepą kempingową. Zdawaliśmy sobie
sprawę, że to, co jest nam niezbędne to czas. Aby przemierzyć Kanadę ze
wschodu na zachód potrzebujemy go bardzo dużo. I właśnie nadszedł ten moment
- oboje przeszliśmy na emeryturę i spełniamy nasze marzenie. Trzydzieści
sześć lat temu ten pomysł wydawał się mrzonką, ale dziś już nie jest. Początkowo
planowaliśmy, żeby wracać przez Stany, ale od kiedy nastał cesarz Trump,
solidarnie z Kanadyjczykami je bojkotujemy, nie zgadzając się z polityką
amerykańskiej administracji. Nie chcemy też być 51 stanem... Od stycznia
2025 już nie podróżujemy do USA, choć bardzo lubiliśmy tam jeździć.
Z Montrealu
wyruszamy w drogę 12 lipca. Naszym celem jest Vancouver, gdzie mamy spotkać
się z naszymi przyjaciółmi z Polski, z którymi przez miesiąc będziemy odkrywać
Kolumbię Brytyjską i Albertę, już nie "rulotką", bo jest dwuosobowa, lecz
samochodem. Nasza przyczepa kempingowa, zwana z francuska pieszczotliwie
"rulotką" choć niewielka, jest w pełni wyposażona: łazienka z toaletą i
prysznicem, lodówka, kuchenka, mikrofalówka.
Kanadyjskie
Kaszuby
Miejsce znane
całej Polonii z kilku powodów. To tu właśnie w okolicach Barrys Bay w
Dolinie Madawaska osiedlili się pierwsi przybysze z Polski, dokładnie mówiąc
Kaszubi z okolic Kościerzyny i Bytowa w 1858 r. Od nich właśnie rozpoczyna
się historia polskiej emigracji w Kanadzie, a polskość w tym miejscu jest
wszechobecna poczynając od Wilna i wspaniałego kościoła z cmentarzem, poprzez
nazwy ulic aż po miejsce, do którego zjeżdżają się polscy harcerze z Quebecu
i Ontario. Wiele już lat temu nasz kilkunastoletni syn nie chciał spędzać
wakacji gdzie indziej niż na Polskich Kaszubach w Ontario. Odczuwamy lekką
nostalgię i tęsknotę, byliśmy wtedy tacy młodzi... Często zatrzymywaliśmy
się w Kartuzy Lodge. Miejsce to jest ściśle związane z osobą Janusza Żurakowskiego
- najsłynniejszego bez wątpienia polskiego pilota w Kanadzie. Wspomnę tylko,
że walczył w bitwie o Anglię, a jako pilot doświadczalny przekroczył barierę
dźwięku testując kanadyjskie samoloty "Arrow". Mieliśmy niewątpliwą przyjemność
poznać przed laty tego uroczego, skromnego, pełnego humoru człowieka w
czasie naszych wizyt na Kanadyjskich Kaszubach. Dziś podziwiamy Żurakowski
Park w Barry's Bay upamiętniający jego dokonania. Zmarł w 2004 roku po
dwuletniej walce z białaczką.
Georgian
Bay
Docieramy do
Krainy Wielkich Jezior. Zatrzymujemy się w pobliżu Wasaga Beach, o której
tyle dobrego słyszałam. Nie jesteśmy rozczarowani 14-kilometrową plażą
(z drobnym, bielutkim piaseczkiem), ukrytą wśród lasów. Rozkoszujemy się
słońcem i bezkresną wodą. Następnego dnia fundujemy sobie wspaniałą wycieczkę
w przeszłość zwiedzając wiernie zrekonstruowaną misję jezuicką Sainte-Marie-au-Pays-des-Hurons.
Przewodnicy ubrani w stroje z epoki przybliżają nam życie w pierwszej europejskiej
kolonii w Ontario w XVII wieku. Wewnątrz palisady zwiedzamy kaplicę, kuźnię,
tartak, sklep, warsztaty i domy, poznajemy życie codzienne zarówno francuskich
kolonistów, jak i Huronów. Ci ostatni oddzieleni od jezuitów mieszkali
w charakterystycznej długiej zagrodzie, w której mieściło się kilkanaście
rodzin. Wskutek konfliktu Huronów z Irokezami - w czasie napaści - jezuici
ponieśli męczeńską śmierć, a wśród nich Jean de Brebeuf beatyfikowany w
1930 r. (znany nam jako patron jednego z najlepszych college'ów w Montrealu).
Według zwyczaju Irokezi szybko zabijali swoich jeńców, jeśli ofiara lamentowała
i płakała. Natomiast Brebeuf dzielnie znosił tortury zarówno polewania
głowy wrzątkiem (parodia ceremonii chrztu) czy wkładania do gardła rozgrzanego
do czerwoności noża. Wreszcie został spalony żywcem. Po śmierci oprawcy
wyjęli jego serce i zjedli je, aby przeszła na nich dzielność i odwaga
jezuity. Niektórzy mówią, że w tym celu okrutnicy wypili jego krew...
Tuż obok skansenu
stoi kamienna kaplica z podwójną iglicą wzniesiona w 1926 dla uczczenia
pamięci jezuickich męczenników z Nowej Francji z początków kolonizacji.
Docieramy do niej po krótkim spacerze.
Georgian Bay,
tak nazwana na cześć angielskiego króla Jerzego IV, stanowi wschodnią granicę
Tarczy Kanadyjskiej - wielkiej formacji geologicznej. Hurońska legenda
mówi, że olbrzymi bóg Kitchikewana pewnego dnia wziął w swoją wielką dłoń
garść ziemi i cisnął nią w kierunku Wielkich Jezior. Tak powstały cudowne
wyspy, którymi usiana jest zatoka. Jak podają przewodniki jest ich 30 tys.
Urodę tych miejsc utrwalali na swych płótnach malarze z Grupy Siedmiu,
założonej w 1920 a uchodzącej za "szkołę narodową" malarstwa kanadyjskiego.
Odbywamy kilkugodzinny rejs po zatoce i podziwiamy wspaniałe domy wzniesione
na wyspach, szczególnie na Wyspie Beausoleil robiącej najwspanialsze wrażenie.
Cieszą nas kanadyjskie flagi powiewające na wietrze wokół domostw. Mam
wrażenie, że jest ich o wiele więcej niż kiedyś i że paradoksalnie to Donald
Trump sprawił, iż obudził się w nas patriotyzm i solidarność.
Jezioro
Górne
Podążając na
zachód wzdłuż największego, najgłębszego i najzimniejszego spośród Wielkich
Jezior - Jeziora Górnego podziwiamy nieokiełznane, dzikie piękno tego miejsca.
Niezwykłe formacje skalne, małe zatoczki z wysokimi granitowymi klifami,
wyspy, oczka wodne, jeziora, rzeki, nieprzenikniony las tworzą niepowtarzalny,
trudny do opisania pejzaż budzący zachwyt, ale i też grozę. Przy drodze
widzę niewielkiego brunatnego niedźwiedzia... Przejazd ze wschodniej części
z frankofońskiego Sault-Ste-Marie leżącego na granicy kanadyjsko-amerykańskiej
do zachodniej części jeziora do Thunder Bay zajmuje nam cały dzień. Po
drodze Terry Fox Monument upamiętnia niezwykły wyczyn młodego człowieka,
który straciwszy nogę w wyniku raka podjął się heroicznego zadania zbierania
funduszy na walkę z chorobą. Maszerując z Nowej Funlandii dotarł aż do
Thunder Bay i tam zakończył swój marsz...
Podziwiamy
zachodnią część jeziora otoczoną półwyspem zwanym Sleeping Giant, która
kształtem przypomina postać leżącego Indianina. Strzeże on wodnych wrót
do Thunder Bay. Cieszymy się, że ten etap już za nami. Ale to jeszcze nawet
nie połowa drogi.
Kolejna podróż
w przeszłość to Fort William - serce ogromnej sieci handlu futrami, gdzie
miały miejsce tzw. Wielkie Spotkania. Każdego roku w lipcu odbywała się
tu wymiana futer pochodzących z terenów Athabaski na północy (5 tys. km)
na towary przywożone przez francuskich podróżników z Europy. Te biznesowe
spotkania trwały każdego lata od 1815 do 1821 roku, kiedy to Kompania Północno-Zachodnia
połączyła się z Kompanią Zatoki Hudsona. Wielkie wrażenie robią na nas
ogromne, ciężkie pakunki zawierające owe futra transportowane drogą wodną,
ale też dźwigane na plecach na długich odcinkach (portage) przez Amerindian.
W forcie przewodnicy w strojach z epoki przenoszą nas w dawne czasy uwijając
się w warsztatach rzemieślniczych, dyskutując o interesach, ważąc futra,
naprawiając łodzie, gotując potrawy z epoki, paląc ogniska. Można powiedzieć:
żyjąca historia... Wielu spośród nich mówi w dwóch językach, ale nie jest
to regułą.
Winnipeg
Następny etap
to Winnipeg, który odwiedzamy po raz drugi. Tym razem zamierzamy odwiedzić
Muzeum Praw Człowieka. Poprzednio mieliśmy za mało czasu, nie byliśmy jeszcze
emerytami... W końcu przekraczamy magiczne środkowe miejsce Kanady, a więc
jesteśmy mniej więcej w połowie drogi. Spotykając na kempingach różnego
rodzaju kampery i przyczepy czujemy się częścią turystycznej rodziny, która
tak właśnie podróżuje. Ludzie są życzliwi, uśmiechnięci, często zagadują
opowiadając, dokąd zmierzają i skąd są. Bardzo to sympatyczne.
Sama architektura
Muzeum Praw Człowieka usytuowanego u zbiegu Red River i Assiniboine w historycznej
dzielnicy La Fourche robi niezwykłe wrażenie. Ma kształt kopuły, zwieńczonej
strzelistą wieżą przypominającą strzałę. Amerykanin Antoine Predock - autor
dzieła określił budynek jako "przejście z ciemności do światła". Rzeczywiście
w "korzeniach muzeum", na dolnych piętrach panuje półmrok, który się rozświetla
w miarę, kiedy wchodzimy wyżej ku Wieży Nadziei. Tę koncepcję wzmacnia
fakt, że szerokie alabastrowe poręcze są podświetlone, co wywołuje wrażenie
jasnej drogi wznoszącej się ku górze. Niewątpliwie inspiracją dla architekta
były pejzaże i wielkie przestrzenie kanadyjskie: lasy, lodowce, góry, zorze
polarne, chmury na błękitnym niebie. Wow! Chapeau bas!
Muzeum przedstawia
historię i interpretację praw człowieka od zarania dziejów poczynając od
starożytności do dziś. Przeżywamy interaktywne, inspirujące doświadczenie
poświęcone temu zagadnieniu. Uświadamiamy sobie, że żyjemy w kraju wolności
i poszanowania bez względu na kolor skóry, religie, przekonania, płeć czy
też orientacje seksualne. Nie sposób przedstawić wszystkich tematów ekspozycji,
które rozmieszczone są na kilku piętrach. Wymienię te najciekawsze:
-
traumatyczna historia
autochtonów, włączając tragiczne losy dzieci zabieranych rodzinom i umieszczanych
w szkołach rezydencjalnych
-
losy zaginionych
i zamordowanych kobiet pochodzenia indiańskiego
-
historia Japończyków
po II wojnie światowej, kiedy to rząd kanadyjski w imię "bezpieczeństwa
narodowego" umieścił 90% (22 tys.) tej populacji w specjalnych obozach
-
czystka LGBT podczas
to której dziesiątki tysięcy funkcjonariuszy federalnych przeżyło upokarzające
przesłuchania, a następnie zostało zdegradowanych lub wydalonych ze służby
-
wymuszany przez
rząd kanadyjski podatek pobierany od Chińczyków ubiegających się o pozostanie
w Kanadzie po katorżniczej budowie kolei żelaznej w końcu XIX w. Miał on
zniechęcić ich do życia w Kanadzie.
-
dyskryminacja
wobec zbiegłych ze Stanów Zjednoczonych czarnych niewolników szukających
wolności
-
dzieje ludobójstw:
Holokaustu, głodu na Ukrainie, martyrologii Ormian, czystek etnicznych
w Bośni i Hercegowinie, a także w Rwandzie
-
wątek polski,
oczywiście związany z Solidarnością. Ruch zapoczątkowany w gdańskiej stoczni
jest wymownym przykładem siły jaką był wówczas protest robotników pod wodzą
Wałęsy. Siły, która, jak wiemy, doprowadziła do upadku komunizmu.
Muszę sprawiedliwie
uzupełnić, że wszędzie, gdzie Kanada uznała swoją winę w tych tragicznych
wydarzeniach wymierzonych przeciwko człowiekowi, pojawia się mea culpa
rządu kanadyjskiego.
Prerie
Przemierzamy
bezkresne prerie Saskatchewan, Manitoby i Alberty. Ciągnące się w nieskończoność
pola zbóż, słoneczników, lnu i rzepaku mienią się wszystkimi kolorami,
a tylko gdzieniegdzie na równiutkiej linii horyzontu rozsiadają się olbrzymie
elewatory zbożowe - można rzec "katedry równin". Prowincje Prerii produkują
rocznie 5% światowych zbiorów zbóż.
Góry Skaliste
Góry Skaliste
w Kanadzie to imponujące pasmo górskie, które rozciąga się przez zachodnią
część kraju, głównie w prowincjach Alberta i Kolumbia Brytyjska. Są częścią
większego łańcucha Gór Skalistych, ciągnącego się aż do Nowego Meksyku
w USA. Kanadyjska część tych gór słynie z malowniczych krajobrazów, wysokich
szczytów, lodowców oraz krystalicznie czystych jezior. Znajdują się tam
słynne parki narodowe, takie jak Banff i Jasper, które są wpisane na listę
światowego dziedzictwa UNESCO. Góry Skaliste w Kanadzie są popularnym miejscem
do uprawiania turystyki, wspinaczki, narciarstwa i obserwacji dzikiej przyrody.
Te wszystkie atrakcje zostawiamy sobie na podróż z naszymi przyjaciółmi
z którymi za kilka dni spotkamy się na wyspie Vancouver.
Ciąg dalszy
nastąpi...
Magda Chylewska
Polonistka,
felietonistka
|